Były gangster Maciej B. zeznawał w piątek przed poznańskim sądem. Był świadkiem w procesie, gdzie na ławie oskarżonych zasiada dwóch byłych ochroniarzy Elektromisu oskarżonych o pomoc w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary, dziennikarza Gazety Poznańskiej.

„Baryła” – który odsiaduje wyrok dożywotniego więzienia za zabójstwo — powiedział między innymi o tym, że doszło do porwania i zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Przed sądem zeznał, że osobiście brał udział w jego pobiciu, potem inne osoby dokonały na nim zbrodni w 1992 roku. Do pobicia Ziętary w jego mieszkaniu miało dojść wiosną 1992 roku.

– Weszliśmy do mieszkania Ziętary. Został chwycony, przyduszony do kanapy. Zaczęliśmy mówić, żeby się odczepił, żeby przestał bruździć — zeznawał gangster.

Nieco później, bo na przełomie maja i czerwca 1992 roku, odbyć się miała bardzo ważna narada w Elektromisie. – Przyjechał wtedy Gawronik z dwoma Rosjanami.

Stałem na zewnątrz wraz z innymi osobami z Elektromisu. Gawronik powiedział, że trzeba Ziętarę uciszyć, nazywał go „Żydkiem”, a my na dziennikarza mówiliśmy „szczurek”, bo był szczupły oraz „pismak”. Przy tych słowach Gawronika był również szef Elektromisu Mariusz Ś., ale był tym wystraszony. Poprosił Gawronika, by weszli do środka. Po chwili poszli – zeznawał Maciej B.

Maciej B. mówił też, że wie, kto zabił Jarosława Ziętarę i wymienił ochroniarzy Elektromisu, zasiadających na ławie oskarżonych „Rybę i „Lalę” oraz nieżyjącego „Kapelę”. Jego piątkowe zeznania były o tyle zaskakujące, bo wcześniej wycofał się ze współpracy z prokuraturą i zaprzeczał, by miał wiedzę o zbrodni na dziennikarzu. Maciej B. znowu obciąża dawnych znajomych, bo jak deklaruje — nie jest tchórzem i nie boi się zastraszenia.

Jarosław Ziętara wyszedł z domu przy ulicy Kolejowej na poznańskim Łazarzu 1 września 1992 roku. Dziennikarza mieli porwać ludzie podający się za policjantów. Tymi policjantami mieli być właśnie między innymi zasiadający na ławie oskarżonych Mirosław R. pseudonim Ryba oraz Dariusz L. pseudonim Lala. Mężczyźni nie przyznają się do winy. Grozi im dożywocie. Przed sądem odpowiadają z wolnej stopy.