Sprawa Michała Rosiaka pokazuje, że tereny przy Warcie, bezpośrednio za przystankiem autobusowym przy Szelągowskiej mogą być niebezpieczne.

źródło : Detektyw Weremczuk & Wspólnicy/facebook

Poszukujący Michała Rosiaka strażacy zwrócili uwagę na fakt, że za przystankiem autobusowym na Szelągowskiej bardzo szybko zaczyna się rzeka. To często miejsce wracających do domu imprezowiczów na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Bardzo szybko jednak z lasku za przystankiem dochodzi się do samej rzeki. Jeśli Michał Rosiak był mocno pijany – mógł wpaść do wody.

Znalezienie się w lodowatej wodzie, pod wpływem alkoholu, może być takim szokiem, że mógł nie zdążyć nawet krzyczeć i wzywać pomocy.

Wszystkie ślady Michała Rosiaka kończą się właśnie na Garbarach. Tam wyprowadziła go nawigacja, której prawdopodobnie chciał podać hasło – Armii Krajowej – gdzie mieszkał, ale nawigacja zaprowadziła go na ulicę Armii Poznań, przy Cytadeli.

Poszukiwania studenta cały czas trwają. Prokuratura przyznaję, że na razie nowych tropów – nie ma.