Mickey van der Hart nabawił się kontuzji podczas ostatniego meczu z Lechią Gdańsk. Mimo kontuzji obronił jeszcze dwa karne. 

Gdyby Lech wygrał półfinał Pucharu Polski z Lechią Gdańsk, on byłby największym bohaterem zespołu. Choć mimo przegranej i tak nim został. Mickey van der Hart podczas obrony pierwszego rzutu karnego nabawił się poważnej kontuzji barku. Mimo to postanowił, że zostanie w bramce i obronił kolejnego karnego. Kontuzja jednak był tak dotkliwa, że zespołowi lekarze nakazali mu przerwać grę.

Van der Hart zasłużył na ogromny szacunek za to, co zrobił. Zwłaszcza że mocno ryzykował pogłębienie kontuzji, która już i tak okazała się poważna. Dzisiaj rano przeszedł szczegółowe badania u profesora Przemysława Lubiatowskiego, który jest wielkim specjalistą w urazach barku i łokcia. Potwierdziła się diagnoza dotycząca zwichnięcia barku. Szczęście w nieszczęściu, że na razie nie potrzeba wykonywać operacji. – Po ingerencji chirurgicznej byłaby potrzebna półroczna przerwa. Na razie jednak zabieg nie jest konieczny, zdecydowaliśmy się na leczenie zachowawcze. Ręka Mickiego będzie usztywniona i po sześciu tygodniach nastąpi kolejna ocena. Możliwe, że w międzyczasie zdecydujemy się na również na konsultacje zagraniczne — tłumaczy profesor Krzysztof Pawlaczyk szef sztabu medycznego Kolejorza, na łamach portalu lechpoznan.pl.

To oznacza, że Mickey van der Hart na pewno nie zagra do końca tego sezonu.