To mogło skończyć się tragicznie, gdyby nie czujność strażników miejskich. 75-latka cierpiąca na chorobę Alzheimera przez ponad godzinę siedziała w zamkniętym samochodzie w centrum Poznania. Auto stało na słońcu. 

Strażnicy interweniowali w sprawie nie prawidłowo zaparkowanego samochodu przy ul.Za Bramką. Gdy podeszli do auta zauważyli, że w środku siedzi zapłakana starsza kobieta. Próbowali otworzyć drzwi.

„Płakała, była roztrzęsiona i spocona” – tak zrelacjonował stan kobiety interweniujący strażnik. Ponieważ samochód był zamknięty, a kontakt z seniorką był utrudniony, strażnicy napisali na kartce: Czy oczkuje Pani pomocy? TAK – NIE.

Kobieta jednoznacznie wskazała palcem, że tak, potrzebuje pomocy — mówi interweniujący strażnik.

Na miejsce wezwano pogotowie. W międzyczasie do samochodu przyszedł syn kobiety, który otworzył auto i wszczął awanturę, że niepotrzebnie strażnicy robią problem. Twierdził, że jego matka się dobrze czuje i nic jej nie jest.

Gdy jednak na miejsce przyjechało pogotowie, ratownik medyczny stwierdził, że organizm seniorki jest przegrzany, a kobieta ma wysokie ciśnienie. Została zabrana do szpitala na badania. Teraz zachowanie syna starszej pani, oceni policja.