O znaczeniu głosów z największych polskich miast, w tym z Poznania, o kandydatach spadochroniarzach, o Polexicie i o tym, co polscy politycy mogą dać Europie – rozmawiamy z Marcinem Bosackim – byłym ambasadorem Polski w Kanadzie, byłym rzecznikiem prasowym MSZ, wcześniej korespondentem z Waszyngtonu, dziennikarzem zajmującym się polityką zagraniczną, mężem znanej telewizyjnej dziennikarki Katarzyny Bosackiej, kandydatem Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Wybory 26 maja to walka o przyszłość Polski?

Zdecydowanie tak. Po pierwsze – bo to walka o to, czy Polska będzie – jak w ostatnich 4 latach – na marginesie UE, czy wróci do grona tych państw, które o losie Unii współdecydują. To ma realne, wręcz namacalne, konsekwencje. Z grubsza biorąc – 100 miliardów w przyszłym budżecie Unii na lata 2021-27. Tyle PiS traci dziś w projekcie budżetu w porównaniu z poprzednim, wynegocjowanym przez PO-PSL, rekordowym budżetem. Te pieniądze można odzyskać i zmieniać nimi na lepsze Polskę.

Ale jest i drugi, bardziej zasadniczy aspekt tych wyborów. Nikt nie ukrywa, że to próba generalna przed wyborami parlamentarnymi jesienią. Tak, jak w 2015 roku wybory prezydenckie wygrane przez Andrzeja Dudę wpłynęły decydująco na wygraną PiS w wyborach parlamentarnych.

Jeśli Kaczyński będzie miał drugą kadencję – zrealizuje do końca swe marzenia o partyjnym państwie. O w pełni już upartyjnionych sądach, o budowie wieżowców partyjnych, o gospodarce jeszcze bardziej znacjonalizowanej, a tak naprawdę upartyjnionej, oligarchicznej. Jego fascynacje modelem Erdogana w Turcji i Orbana na Węgrzech są znane. Oni rządzą dużo dłużej. W Turcji odwołuje się już wybory na mera Stambułu, bo wygrał je nie ten, kogo chciał władca. Na Węgrzech nie ma już niezależnych mediów… Jestem pewien, że Polacy tego nie chcą. Dlatego Koalicja Europejska wygra i wybory 26 maja, i jesienne.

Głosy z największych miast, takich jak Poznań, mogą być decydujące w tym starciu?

Wiemy, że w wyborach europejskich zawsze mieszkańcy miast głosują chętniej niż wsi. Teraz też tak będzie. I to te głosy mają szanse w skali kraju dać zwycięstwo koalicji proeuropejskiej. Przynieść pierwszą zdecydowaną wygraną wyborczą nad PiSem od 2014 roku. Co nie znaczy, że w tej kampanii odpuszczaliśmy mniejsze miejscowości.

Na listach wielu jest kandydatów, których związek z Poznaniem pojawił się, gdy zaczęła się kampania. To ma znaczenie, czy pochodzi się z regionu, który się reprezentuje?

Ma. Gdy patrzę, jak pan Krasnodębski z PiSu, mieszkający na co dzień w Bremie, na siłę wynajduje, że przed wojną jego dziadek mieszkał w Poznaniu, tylko się uśmiecham. Ja, jak idę na rynek Łazarski, część sprzedawców znam. Moja sąsiadka ze wsi koło Stęszewa, gdzie mam dom, nagrała dla mnie reklamówkę wyborczą.

Gdy się przez wiele lat nie ma styczności z regionem, który się chce reprezentować, to trudno go poczuć. Ja, nawet jak mieszkałem po trzy lata w Ameryce czy Kanadzie, to tu często przyjeżdżałem, szedłem na deptak w Poznaniu, jechałem bimbą na Winogrady do cioci albo odwiedzałem siostrę pod Wronkami. Czucie starych fyrtlów w palcach można stopniowo tracić albo można o nie dbać. Ja zawsze dbałem.

Europosłowie mają wpływ na rozwój okręgów, z których pochodzą?

Oczywiście. Owszem, parlament europejski pisze prawo dla całej Unii. Ale rozdziela pieniądze już na poszczególne kraje, regiony i sektory. Tutaj aktywność posłów jest decydująca. Oraz ich waga polityczna. Poseł z frakcji marginalnej może pokrzyczeć przy mikrofonie na sesji, ale przy układaniu klocków z milionami w budżecie nie może prawie nic. Ja będę w Brukseli w centrowej Europejskiej Partii Ludowej. Od niej w Parlamencie Europejskim zależy najwięcej.

Unia zrobiła dla Wielkopolski już bardzo wiele, co jeszcze da się zrobić?

Uważam, że przez kolejne budżetowe 7 lat zwłaszcza trzy rzeczy: po pierwsze – walka o czyste powietrze. Wymiany kopciuchów można dokonać skutecznie tylko dzięki pieniądzom z Unii. A dla Wielkopolski to kluczowe. Trzy nasze miasta – Pleszew, Wągrowiec, Nowy Tomyśl – są wśród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast Europy. A tej zimy bywały dni, gdy Poznań był w trójce miast z najgorszym powietrzem na świecie! Po drugie – finansowanie europejskiej ochrony zdrowia dla Polaków, też dla Wielkopolan. Mamy dobrze przemyślany plan Koalicji w tej dziedzinie, skupiający się na profilaktyce, centrach onkologicznych, opiece nad matką i dzieckiem. Znów – do znaczących zmian na lepsze w zdrowiu potrzeba dużych pieniędzy europejskich. I po trzecie – infrastruktura. Moim zdaniem zwłaszcza rozwój transportu publicznego – i tramwajowego w Poznaniu i pociągowego – oraz powrót do budowy S-11 nad morze i na Śląsk, kompletnie odłożonej przez rząd PiS do lamusa.

A jaki wpływ na Unię mogą mieć polscy europosłowie? Jej przyszłość nie jest dziś sprawą oczywistą.

Te wybory to nie tylko wielki bój o Polskę, ale i Europę. Jeśli ugrupowania wrogie Unii lub eurosceptyczne zdobędą ok. jednej trzeciej miejsc w parlamencie europejskim – on może przestać funkcjonować. Byłby to krok do rozmycia lub rozpadu Unii. Te ugrupowania to obok PiS: Front Narodowy pani Le Pen we Francji, niemiecka AFD, Salvini we Włoszech i wiele innych w różnych krajach. Co oni przynoszą, widzimy po Brexicie, gdzie eurosceptycy zwyciężyli – tylko chaos.

Polexit, niezamierzony przez władze, ale będący skutkiem wielu faktycznych działań, jest możliwy?

Co więcej – on już się odbywa. Europejski nakaz aresztowania już nie jest wobec Polski stosowany automatycznie, bo inne kraje – słusznie – uważają – że PiS upartyjnia sądy. Za zabieranie sądownictwu niezależności może nam grozić zawieszenie funduszy europejskich w ogóle. Przy poważnych unijnych negocjacjach głos obecnego rządu Polski w ogóle się nie liczy. Prezydent Francji Macron ( z którym zresztą się znam) groził Polsce ostatnio wyrzuceniem ze strefy Schengen, czyli przywróceniem twardych granic z kontrolami. To głupie pomysły, ale winien jest im rząd PiS i jego antyeuropejska polityka.

Jeśli by PiS porządził dłużej, może dojść do sytuacji, w której formalnie będziemy nadal w Unii, ale faktycznie na nic już nie będziemy mieli wpływu a wiele form współpracy Unii będzie już nie dla nas. Wszystko w rękach wyborców!

Jak zachęciłby Pan naszych czytelników do pójścia na wybory?

Właśnie tak – albo Polska, która konsekwentnie dąży do bycia jednym z liderów całej Unii, solidarnej i ulepszonej, albo Polska na coraz dalszym marginesie UE, która zresztą może się stopniowo rozmywać. Dlatego zachęcam do głosowania na Koalicję Europejską, zwłaszcza na nr 7 na liście. Nie ma innego kandydata, który znałby się na polityce europejskiej, byłby doświadczony i energiczny, i w dodatku byłby poznaniakiem…